<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Finansowy.pl &#187; Kryzys finansowy</title>
	<atom:link href="http://www.finansowy.pl/category/kryzys-finansowy/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.finansowy.pl</link>
	<description>Blog finansowy</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 16:16:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Sprawdzalne prognozy.</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/234/sprawdzalne-prognozy.html</link>
		<comments>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/234/sprawdzalne-prognozy.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 19:19:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Alicja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kredyty]]></category>
		<category><![CDATA[Kryzys finansowy]]></category>
		<category><![CDATA[Waluty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=234</guid>
		<description><![CDATA[Po tak długiej przerwie w pisaniu bloga (o kurcze, Word nie zna słowa „blog&#8221;!!! &#8211; i to jest dopiero temat &#8230; na bloga &#8211; rozwój internetu zjada swój własny ogon &#8211; nie nadąża sam za sobą!) &#8230;. przeczytałam &#8211; z pewnym nawet zainteresowaniem, bo skleroza nie boli ale trzeba się nabiegać po &#8230;. necie!! &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Po tak długiej przerwie w pisaniu bloga <em>(o kurcze, Word nie zna słowa „blog&#8221;!!! &#8211; i to jest dopiero temat &#8230; na bloga &#8211; rozwój internetu zjada swój własny ogon &#8211; nie nadąża sam za sobą!)</em> &#8230;. przeczytałam &#8211;  z pewnym nawet zainteresowaniem, bo skleroza nie boli ale trzeba się nabiegać po &#8230;. necie!! &#8211; swoje wcześniejsze wpisy. Stwierdziłam, że mimo iż wybitnym teoretykiem w zakresie ekonomii nie jestem, to instynkt, poparty podstawową wiedzą ekonomiczną mam prawidłowo rozwinięty i wnioski wyciągam też nie najgorsze.<span id="more-234"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Zanim przykłady, to taka myśl o dziennikarzach, specjalistach i zbytnim   teoretyzowaniu. Przeglądając w ostatnich miesiącach gazety, zastanawiałam się jak to możliwe &#8211; z czysto redakcyjnego punktu widzenia nawet &#8211; że w jednym wydaniu pisma pojawiały się artykuły mówiące, że:<br />
1.	kryzys już za nami<br />
2.	w ogóle nie było kryzysu w Polsce,<br />
3.	kryzys trwa i końca nie widać,<br />
4.	najgorsze dopiero przed nami!<br />
I każda z tych myśli była poparta dowodami i logicznym (pozornie) wywodem. Przecież czytelnik, który nie zna się za bardzo na temacie, musi taką lekturę przypłacić bólem głowy &#8211; kupować akcje &#8211; sprzedawać? zacząć oszczędzać &#8211; a może wydawać zaskórniaki bo taniej nie będzie? kupować nowy samochód &#8211; remontować stary? itp. itd.<br />
Jeśli były by to sprzeczne wywody na tematy polityczne to rozumiem &#8211; jest demokracja. Ale ekonomia jest mierzalna, matematyczna &#8211; skąd wiec takie rozbieżności w interpretacji tych samych zjawisk? Cóż, nie mam pojęcia &#8211; jedyna sensowna odpowiedź to taka, że również do ekonomii wkroczyła demokracja w miejsce solidnej wiedzy i analizy &#8211; teraz każdy może głosić co mu się zdaje lub zamarzy.</p>
<p style="text-align: justify;">Co do moich prognoz&#8230;..  Komentarz do wpisu  <a href="http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html#comments" target="_blank">Kredyty w kryzysie </a>zakończyłam hasłem &#8222;czas na złoto&#8221;.  Postanowiłam sprawdzić czy były to &#8222;prorocze słowa&#8221; <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . I cóż się okazało?  &#8211; od dnia kiedy to napisałam cena złota wzrosła o prawie 20%, a sprzedając złoto na <a href="http://www.money.pl/gielda/surowce/wiadomosci/artykul/zloto;znow;rekordowo;drogie,76,0,563020.html" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.money.pl/gielda/surowce/wiadomosci/artykul/zloto_znow_rekordowo_drogie_76_0_563020.html?referer=');">początku grudnia</a> można było zarobić nawet ponad 30%. Czy to dużo czy mało w dobie kryzysu &#8211; to już kwestia indywidualnej oceny. Czy jednak zarobił ktoś z was w tym  czasie więcej na innych inwestycjach?  Teraz w prasie zaczyna się pojawiać coraz więcej informacji o korzystnych inwestycjach w złoto. Widać temat robi się medialny. Ale ja pierwsza byłam  <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  &#8211; a co, trzeba się czasem samemu pochwalić &#8211; nikt tego lepiej nie zrobi!.<br />
Druga sprawa &#8211; <a href="http://www.finansowy.pl/finanse-domowe/58/czy-waro-kupowac-mieszkanie-w-kryzysie.html" target="_blank">mieszkania</a>. I też się sprawdza &#8211; ceny mieszkań  już nie spadają, podaż jest mała ponieważ wiele inwestycji zostało <a href="http://dom.money.pl/budownictwo/wiadomosci/artykul/mniej;pozwolen;wiecej;ukonczonych;budow,17,0,567825.html" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/dom.money.pl/budownictwo/wiadomosci/artykul/mniej_pozwolen_wiecej_ukonczonych_budow_17_0_567825.html?referer=');">wstrzymanych w ostatnim roku</a>, a w tych ukończonych wcześniej &#8211; najlepsze lokale  dawno wykupione.</p>
<p style="text-align: justify;">I kursy walut dla kredytów w CHF bardzo korzystne &#8211; od 2 marca (kiedy powstał  wpis o mieszkaniach)  do 31 grudnia 2009r. kurs PLN do CHF (średni NBP) spadł o 13,75%  &#8211; z 3,2069 do 2,7661 PLN/CHF. Oznacza to, że jeśli  2 marca 2009r.  ktoś zaciągnął kredyt w wysokości 500 tys. PLN nominowany w  CHF, to dziś, tylko w wyniku zmiany kursu, ma do spłaty o  prawie 70 tys. PLN mniej. Przewidywałam, że za za jakiś czas ceny mieszkań będą  rosły &#8211; wiadomo &#8211; prawo popytu i podaży  &#8211; na rynek trafia znacznie mniej mieszkań niż rok wcześniej, a popyt rośnie, bo banki nieco popuściły akcję kredytową no i wiele osób przez ostatni rok wstrzymało się z decyzją o zakupie lub nie otrzymało kredytu. Takie też sygnały <a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,7407633,Mieszkaniowe_rozterki_AD_2010.html" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.biz/biznes/1_100896_7407633_Mieszkaniowe_rozterki_AD_2010.html?referer=');">pojawiają się w prasie.</a> Ceny najpopularniejszych, małych i średnich mieszkań już nie spadają i chociaż prognozy na przyszły rok są dość optymistyczne i zwiększać ma się ilość nowych inwestycji, to jakoś nie wierzę, aby deweloperzy decydowali się na obniżkę cen z tego powodu &#8211; będą chcieli odrobić strat z ostatniego roku, a i popyt będzie większy niż normalnie &#8211; z powodów j.w.<br />
Jednak miałam rację Agnieszko! &#8211; trzeba było mieszkanie kupować w zeszłym roku!</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/234/sprawdzalne-prognozy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opcje przy Świątecznym Stole</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/200/opcje-przy-swiatecznym-stole.html</link>
		<comments>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/200/opcje-przy-swiatecznym-stole.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Apr 2009 14:19:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Alicja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryzys finansowy]]></category>
		<category><![CDATA[Waluty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=200</guid>
		<description><![CDATA[Dziś rano słuchałam sobie radia krojąc składniki do świątecznej sałatki (taka typowa polska sałatka &#8211; gotowane warzywa, ogóreczki, jabłka, jajka, majonez wymieszany z musztardą i śmietanką &#8211; moja sałatka jest okrzyknięta jako najlepsza w rodzinie więc mam z głowy przygotowanie innych potrawy &#8211; muszę tylko przynieść sałatkę w dużych ilościach!). Ale wracając do tematu &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Dziś rano słuchałam sobie radia krojąc składniki do świątecznej sałatki (taka typowa polska sałatka &#8211; gotowane warzywa, ogóreczki, jabłka, jajka, majonez wymieszany z musztardą i śmietanką &#8211; moja sałatka jest okrzyknięta jako najlepsza w rodzinie więc mam z głowy przygotowanie  innych potrawy &#8211; muszę tylko przynieść sałatkę w dużych ilościach!). Ale wracając do tematu &#8211; słuchałam sobie tego radia i życzeń jakie radiosłuchacze składali za jego pośrednictwem bliższej i dalszej rodzince. No i tak się zastanawiałam &#8211; <strong>jak wygląda wesołe jajko? </strong>Bo wszyscy sobie życzą&#8230;.. Te jaja co je do sałatki i do chrzanu kroiłam (aaa!! bo zapomniałam, że jeszcze chrzan robię na świąteczny stół &#8211; trzeba kupić starty ale taki „bazarowy&#8221; bez dodatków dziwnych i konserwantów, ostry i aromatyczny,  dodać trochę śmietany &#8211; tak 1:4 z chrzanem i posiekane drobniutko jajko &#8211; pycha!!!), a wiec te jajka to nie wyglądały szczególnie wesoło &#8211; mimo, że tzw. „2&#8243; &#8211; z chowu ściółkowego, więc kury jakby trochę szczęśliwsze ponoć. Potem sobie pomyślałam, że wielu naszych rodzimych, mniejszych i większych przedsiębiorców też nie będzie miało przy świątecznym stole zbyt tęgich min, bo zamiast dyskusji o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia będą się zastanawiali &#8211; dlaczego do jasnej anielki daliśmy się wpuścić w te opcje!!!? I czy nasza firma dotrwa do następnych świąt?<span id="more-200"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Muszę się tu przyznać do czegoś &#8211; mimo, że pracuję w banku i mam do czynienia ze sprawozdaniami finansowymi wielu firm,  to o opcjach wiedziałam dotychczas  &#8211; jak się okazało &#8211; niewiele. Opcje przed kryzysem były zwykle w firmach źródłem tzw. dodatnich różnic kursowych &#8211; czyli zysku. Czyli jest fajnie i nie ma problemu &#8211; wiec po co się tym zajmować!<br />
Na czym to polegało?<br />
Otóż od ponad 4 lat (mniej więcej od poprzedniego szczytu kursu PLN do EUR, który miał miejsce na początku 2004r.)  kurs EURO względem złotówki spadał &#8211; z mniejszymi lub większymi, okresowymi wahaniami. Oznacza to, że za 1 euro płaciliśmy coraz mniej złotówek (złotówka się umacniała, euro się osłabiało). To był bardzo przyjemny proces dla osób, które np. lubią podróżować (znacznie spadły realne ceny wyjazdów zagranicznych),  popularne stały się zakupy w zagranicznych sklepach internetowych (dolar też się osłabiał wiec taniej było kupić wiele rzeczy na eBayu niż w polskim sklepie), cieszyli się ci (w tym ja!!!), którzy mieli do spłaty kredyty walutowe (spadek kursów dotyczył też franka szwajcarskiego), w krajowym wymiarze &#8211; spadło znacznie zadłużenie Polski. Jednak były grupy, których takie wzmocnienie złotówki cieszyło znacznie mniej &#8211; posiadacze oszczędności w walutach, beneficjenci wszelkich dopłat i dotacji unijnych przyznawanych w EUR, w końcu grupa, o którą nam chodzi &#8211; <strong>eksporterzy! </strong><br />
Firma produkcyjna działa tak, że najpierw musi coś kupić, przerobić na jakiś produkt, następnie sprzedać z zyskiem. Jeśli zakupy surowca czy materiałów do produkcji  są realizowane za granicą i płatne w walucie, potem przerabiane w kraju (część kosztów w złotówkach jednak bo np. płace), a następnie w kraju sprzedawane &#8211;  wtedy wzmocnienie złotówki działa na korzyść firmy &#8211; koszty w walucie spadają, za przychód w złotówkach może kupić coraz więcej surowca za granicą. Jeśli taka firma jest eksporterem tzn. ma przychody w walucie &#8211; zarobi pewnie mniej ale też nie ma wielkiego problemu &#8211; musi sprzedać po niekorzystnym kursie tylko część przychodów w walucie żeby pokryć krajowe koszty. Jeśli zarówno koszty jak i przychody ma w walucie &#8211; nie musi wymieniać euro czy dolarów  na złotówki, nie ponosi kosztów tej wymiany i nie traci na kursach.<br />
Schody zaczynają się gdy firma jest eksporterem tzn. większość lub całą swoją produkcje sprzedaje za granicę lub w kraju ale w cenach określonych w walucie, a zakupy wszelkich surowców, materiałów i innych kosztów są realizowane w kraju &#8211; za złotówki. W takiej sytuacji jest np. wiele firm z branży spożywczej, mleczarnie, które eksportują swoje produkty ale całość kosztów ponoszą w PLN (skup mleka od rolników), to samo dotyczy zakładów mięsnych (<a href="http://www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/duda;zatail;posiadane;opcje,119,0,427895.html" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/duda_zatail_posiadane_opcje_119_0_427895.html?referer=');">słynna sprawa zakładów Dudy)</a>, przetwórstwa owoców i warzyw. Również w innych branżach można znaleźć takie przykłady. Eksporterzy zaczęli ponosić straty &#8211; za swój towar czy produkt dostawali wprawdzie wciąż tyle samo waluty ale musieli ją wymienić w banku na złotówki (no bo koszty mieli w PLN)  &#8211; i tych złotówek było coraz mniej. Oczywiście próbowali się ratować &#8211; obniżać koszty gdzie się dało, ale nie zawsze się dało (bo np. płace zaczęły rosnąć), negocjować ze swoimi odbiorcami wzrost cen (ale jak tu negocjować, jak za rogiem stoi Chińczyk z podobnym &#8211; może trochę tylko gorszym &#8211; towarem za pół ceny?). Eksporterzy zaczęli tracić coraz więcej na zmianach kursów. W skrócie działało to tak:<br />
Powiedzmy, że firma wyprodukowała towar, który może sprzedaż za granicę za 10.000 EUR. Koszty produkcji &#8211; w przeliczeniu na EUR wyniosły  9.500 EUR, zysk 500 EUR. Firma wystawia fakturę na sprzedaż towaru w dniu 2 czerwca 2008r. kiedy kurs wynosi 3,38 PLN/EUR, i w swoim rachunku wyników księguje sobie zysk (tak naprawdę to przychód i koszty &#8211; ale dla uproszczenia &#8211; powiedzmy, że zysk) w wysokości 1.690 PLN (500 EUR x 3,38). Tylko, że termin płatności za sprzedany towar przypada dopiero za 30 dni!!! W dniu 2 lipca na konto naszej firmy wpływa 10.000 EUR, jednak w tym dniu  EUR kosztuje już tylko 3,3. Firma musi wymienić w banku euro na złotówki aby pokryć koszty dalszej produkcji (zakładamy tu, że są one bez zmian) i zrealizować zysk. Jej zysk  500 euro, to już jednak nie planowane 1.690 PLN, a jedynie 1.650 PLN &#8211; firma musi wiec w swoich księgach rachunkowych pomniejszyć zysk o 40 PLN (1.690 &#8211; 1.650= 40). Pojawiają się tzw. straty z różnic kursowych.  Jeśli dodamy do tego spread oraz fakt, że za pozostałą część EUR (to co finansowało koszty) firma nasza otrzyma również mniej złotówek, a więc aby wykonać tą samą produkcję (kupić taka samą jak poprzednio ilość surowca) &#8211; będzie musiała wydać część zysku &#8211; widzimy, że utrzymywanie się takiej sytuacji w dłuższym okresie mogło spowodować bardzo wysokie straty eksportera. I wtedy pojawia się ratunek &#8211; dzwoni z banku dealer walutowy lub doradca klienta i proponuje <strong>zakup OPCJI.</strong><br />
&#8230;. ale o tym to już po świątecznym śniadaniu chyba napiszę &#8211; nie chcę sobie psuć apetytu <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .<br />
Wesołego jajeczka i Alleluja Wszystkim.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/200/opcje-przy-swiatecznym-stole.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kryzys, opcje,  dziennikarze i Pozew Zbiorowy</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/109/kryzys-opcje-dziennikarze-i-pozew-zbiorowy.html</link>
		<comments>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/109/kryzys-opcje-dziennikarze-i-pozew-zbiorowy.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Mar 2009 23:41:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Alicja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryzys finansowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=109</guid>
		<description><![CDATA[Rozmawiałam dziś z dyrektorem finansowym pewnej dość dużej firmy z branży spożywczej i doszliśmy do wspólnego wniosku, że kryzys &#8211; owszem jest &#8211; ale jego rzeczywista skala i „dolegliwości&#8221; były by dużo mniejsze gdyby nie media. Okazało się, że nie tylko ja mam uczycie, iż za komentowanie zdarzeń biorą się ludzie nie zawsze do tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Rozmawiałam dziś z dyrektorem finansowym pewnej dość dużej firmy z branży spożywczej i doszliśmy do wspólnego wniosku, że kryzys &#8211; owszem jest &#8211; ale jego rzeczywista skala i „dolegliwości&#8221; były by dużo mniejsze gdyby nie media. Okazało się, że nie tylko ja mam uczycie, iż za komentowanie zdarzeń biorą się ludzie nie zawsze do tego przygotowani.<span id="more-109"></span>Dziennikarze (oraz ci co się za nich uważają ) dzielą się na tych co się znają i na tych co się nie znają na dziedzinach, o których piszą. Ci pierwsi  zbyt często piszą językiem bardzo fachowym i zrozumiałym głównie dla takich jak oni fachowców &#8211; przeciętny odbiorca zniechęca się po przeczytaniu wstępu &#8211; dalej już tylko ze słownikiem  ekonomicznym wyrazów obcych (jest taki?). Ci drudzy „łapią&#8221; jakiś medialny  temat i drążą go do upadłego &#8211; wypisując piramidalne bzdury. I to oni właśnie &#8211; chcąc wyrobić wymaganą przez szefów wierszówkę (czy jak to się tam nazywa) i zasilając przy okazji domowy budżet &#8211; wywołują wśród przeciętnych czytaczy &#8211; w zależności od tematu &#8211; nadmierny  niepokój, czarnowidztwo lub wręcz odwrotnie &#8211; płonne nadzieje. Przychodzi mi tu do głowy niedawny cykl artykułów w GW poświeconych spreadowi (różnica między ceną zakupu i sprzedaży walut w bankach), gdzie autor, którego już cytowałam ale nie zamierzam robić mu reklamy wiec więcej cytować nie będę,  bo na razie szczęśliwie zamilkł w tym temacie,  napisał coś takiego: (cyt. z pamięci) &#8211; jak to możliwe, że banki sprzedają EURO po 4,65 podczas gdy średni kurs NBP dla EURO to 4,55 (to tylko przykładowe ceny!!!). Czy ten człowiek w ogóle wysilił się aby pomyśleć o czym pisze? Co ma piernik do wiatraka &#8211; rzec by można. No ale naiwny Lud podchwycił  &#8211; ale zdzierają te banki tych zadłużonych biedaków! Ok., to niech idą do NBP kupić walutę po średnim kursie &#8211; i niech się na Pana Redaktora przy tym powołają!<br />
Teraz na tapecie są opcje. Temat trudny i na szczęście ci co się na nim mało znają omijają go &#8211; mam wrażenie &#8211; szerokim łukiem (jednak jakieś resztki instynktu samozachowawczego i starch przed kompromitacją).  Jednak i tu pojawił się punkt zaczepienia. Rząd przyjął bowiem projekt w sprawie tzw. <a href="http://msp.money.pl/wiadomosci/prawo/artykul/pozew;zbiorowy;w;polsce;rzad;zaakceptowal;projekt,233,0,433641.html" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/msp.money.pl/wiadomosci/prawo/artykul/pozew_zbiorowy_w_polsce_rzad_zaakceptowal_projekt_233_0_433641.html?referer=');">Pozwu zbiorowego. </a><br />
No i się zaczęło &#8211; pseudo dziennikarze już wieszczą, że z przepisu tego będą mogli korzystać przedsiębiorcy, którzy ponieśli starty z tyt. opcji.  Znajomy prawnik,  zajmujący się sprawami gospodarczymi (tak, tak &#8211; ma też klientów, którzy chcą walczyć z bankami w sądzie o opcje) &#8211; prawie się popłakał ze śmiechu na taką możliwość. Z przepisów tych będą owszem mogli korzystać zbiorowo konsumenci zatruci salmonellą zjedzoną wraz z kotletem  z supermarketu  albo (nie)szczęśliwcy (ja bym się cieszyła &#8211; w końcu to przygoda jest!), pozostawieni na pastwę tubylców na środku Sahary  przez firmę turystyczną.  Ale na pewno nie klienci instytucjonalni (czyli firmy) , którzy podpisali z bankami umowy o instrumenty pochodne. Nie twierdzę, że nie będzie ani jednej takiej sprawy &#8211; zawsze są jakieś wyjątki. Jednak w przypadku opcji nie ma dwóch takich samych umów, a jeśli nawet treść taka sama, to ich realizacja (wykorzystanie) jest inna w przypadku każdej firmy. Cóż jednak  to obchodzi naszych pseudo dziennikarzy &#8211; jest temat, trzeba go doić. A biedni przedsiębiorcy nakręcają się możliwością wygranych w sądach milionów.<br />
A może lepiej zamiast na prawników przeznaczyć pieniądze  na solidne dokształcenie się z tematu opcje albo przynajmniej zatrudnienie doradcy z prawdziwego zdarzenia, który  pomoże w przyszłości ocenić właściwe ryzyko transakcji.  I nie dajmy się nakręcać dyletantom <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.finansowy.pl/kryzys-finansowy/109/kryzys-opcje-dziennikarze-i-pozew-zbiorowy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
