<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Kredyty w kryzysie</title>
	<atom:link href="http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html</link>
	<description>Blog finansowy</description>
	<lastBuildDate>Fri, 27 Aug 2010 08:10:47 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: alicja</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/comment-page-1#comment-20</link>
		<dc:creator>alicja</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2009 18:59:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=62#comment-20</guid>
		<description>Gabryś, zastanów się jednak co było impulsem do obecnego kryzysu! Pierwszą i podstawową przyczyną był właśnie państwowy interwencjonizm w  - tylko teoretycznie -  jak się okazuje - wspaniałą &quot;rynkową w 100%&quot; gospodarkę USA. Zarzewiem kryzysu były dopłaty rządu USA do kredytów hipotecznych! Gdyby tą sferę pozostawić bankom, a więc rynkowi, balon nigdy by się tak nie nadmuchał - i nie pękł. To nie rynek spowodował kryzys, a wręcz odwrotnie - państwowa interwencja zakłócająca rynkową równowagę. A to co się dzieje teraz - to pompowanie kasy w upadające banki i przemysł - odbije nam się jak sądzę wielką czkawka w postaci &lt;strong&gt;megainflacji.&lt;/strong&gt; Bo takie są reguły rynku - pieniądz bez pokrycia w działalności gospodarczej /podaży dóbr wszelkich/ musi spowodować inflację. Czas kupować złoto!!!</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Gabryś, zastanów się jednak co było impulsem do obecnego kryzysu! Pierwszą i podstawową przyczyną był właśnie państwowy interwencjonizm w  &#8211; tylko teoretycznie &#8211;  jak się okazuje &#8211; wspaniałą &#8222;rynkową w 100%&#8221; gospodarkę USA. Zarzewiem kryzysu były dopłaty rządu USA do kredytów hipotecznych! Gdyby tą sferę pozostawić bankom, a więc rynkowi, balon nigdy by się tak nie nadmuchał &#8211; i nie pękł. To nie rynek spowodował kryzys, a wręcz odwrotnie &#8211; państwowa interwencja zakłócająca rynkową równowagę. A to co się dzieje teraz &#8211; to pompowanie kasy w upadające banki i przemysł &#8211; odbije nam się jak sądzę wielką czkawka w postaci <strong>megainflacji.</strong> Bo takie są reguły rynku &#8211; pieniądz bez pokrycia w działalności gospodarczej /podaży dóbr wszelkich/ musi spowodować inflację. Czas kupować złoto!!!</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gabi</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/comment-page-1#comment-18</link>
		<dc:creator>Gabi</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2009 16:53:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=62#comment-18</guid>
		<description>Ależ Alicjo, pod żadnym pozorem nie mam zamiaru tworzyć konkurencyjnego blogu! :)  Z przyjemnością zaglądam do Twojego i ewentualnie dzielę się swoimi spostrzeżeniami czy uwagami. 
Komentując Twój artykuł, chciałem po prostu wyrazić swój zdecydowanie przeciwstawny pogląd do prezentowanego przez Ciebie liberalizmu ekonomicznego. Przecież w praktyce, po tych wszystkich próbach ustawienia gospodarki według zasady, w której niewidzialna ręka rynku ma doprowadzić do wspaniałego wyregulowania gospodarki – gdy doprowadza to do kolejnego już krachu na skalę światową, następuje chwytanie się coraz to bardziej wyrazistych metod interwencjonizmu państwowego. I znów, tak jak sama zauważyłaś, wysokie koszty społeczne tej utopii będą musieli ponieść zwykli ludzie – poprzez kolejne lata „zaciskania pasa”. W tym właśnie kontekście pisałem o braku możliwości podźwignięcia właśnie przez zwykłych obywateli, wszystkich ciężarów załamania gospodarczego – bo jak to robić przy spadku dochodów, utracie pracy z powodu likwidacji miejsc pracy, itp. itd.?... stąd te trudności w spłacie kredytów, które były brane w najlepszej wierze w okresie koniunktury – a wręcz, które były jednym z ważnych jej czynników, bo dawały zarobić bankom, deweloperom, producentom towarów, Państwu /w postaci płaconych podatków/itd. Jedynym realnym zabezpieczeniem przed wpadnięcie w niebezpieczeństwo dotkliwego ponoszenia kosztów kryzysu gospodarczego, byłoby ograniczenie swojej konsumpcji nawet w okresie prosperity do wysokości bieżących dochodów – ale czy to w dzisiejszej gospodarce jest realne, i czy gospodarce rynkowej chodzi o takiego konsumenta ?! 
Pozdrawiam :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ależ Alicjo, pod żadnym pozorem nie mam zamiaru tworzyć konkurencyjnego blogu! <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />   Z przyjemnością zaglądam do Twojego i ewentualnie dzielę się swoimi spostrzeżeniami czy uwagami.<br />
Komentując Twój artykuł, chciałem po prostu wyrazić swój zdecydowanie przeciwstawny pogląd do prezentowanego przez Ciebie liberalizmu ekonomicznego. Przecież w praktyce, po tych wszystkich próbach ustawienia gospodarki według zasady, w której niewidzialna ręka rynku ma doprowadzić do wspaniałego wyregulowania gospodarki – gdy doprowadza to do kolejnego już krachu na skalę światową, następuje chwytanie się coraz to bardziej wyrazistych metod interwencjonizmu państwowego. I znów, tak jak sama zauważyłaś, wysokie koszty społeczne tej utopii będą musieli ponieść zwykli ludzie – poprzez kolejne lata „zaciskania pasa”. W tym właśnie kontekście pisałem o braku możliwości podźwignięcia właśnie przez zwykłych obywateli, wszystkich ciężarów załamania gospodarczego – bo jak to robić przy spadku dochodów, utracie pracy z powodu likwidacji miejsc pracy, itp. itd.?&#8230; stąd te trudności w spłacie kredytów, które były brane w najlepszej wierze w okresie koniunktury – a wręcz, które były jednym z ważnych jej czynników, bo dawały zarobić bankom, deweloperom, producentom towarów, Państwu /w postaci płaconych podatków/itd. Jedynym realnym zabezpieczeniem przed wpadnięcie w niebezpieczeństwo dotkliwego ponoszenia kosztów kryzysu gospodarczego, byłoby ograniczenie swojej konsumpcji nawet w okresie prosperity do wysokości bieżących dochodów – ale czy to w dzisiejszej gospodarce jest realne, i czy gospodarce rynkowej chodzi o takiego konsumenta ?!<br />
Pozdrawiam <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: alicja</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/comment-page-1#comment-16</link>
		<dc:creator>alicja</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Feb 2009 21:21:24 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=62#comment-16</guid>
		<description>Gabi, odwaliłeś kawał dobrej roboty! Niezły tekścik! Może konkurencyjny blog założysz? Oj już się boi &quot;żelazna dama&quot; :). Co do sedna sprawy - myślę, że sam użyłeś argumentu potwierdzającego słuszność mojej opinii pisząc cyt.: &lt;em&gt;No cóż, jest to podejście bardzo krańcowe, nieuwzględniające faktu, że – zwłaszcza, gdy okres spłaty kredytu wynosi 20-30 lat – zdarzają się w tym czasie „nadzwyczajne zmiany warunków gospodarczych”.&lt;/em&gt;. Właśnie chodzi o to, że biorąc kredyt na 20-30 lat &lt;strong&gt;należy się spodziewać zmian warunków&lt;/strong&gt; bo jest to (jak piszesz dalej) n o r m a l n a  kolej rzeczy, że koniunktura na rynku się zmienia. Właśnie o tym należy pamiętać  i być przygotowanym na taką ewentualność. Albo ponieść konsekwencje. Bo silni (banki) sobie poradzą- choćby dzięki miliardom pomocy rządowej jak w USA - finansowanym nomen omen z podatków tych słabych. A wiedzieć o tym, że konsekwencje ponoszą zawsze najsłabsi ....  bezcenne...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Gabi, odwaliłeś kawał dobrej roboty! Niezły tekścik! Może konkurencyjny blog założysz? Oj już się boi &#8222;żelazna dama&#8221; <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Co do sedna sprawy &#8211; myślę, że sam użyłeś argumentu potwierdzającego słuszność mojej opinii pisząc cyt.: <em>No cóż, jest to podejście bardzo krańcowe, nieuwzględniające faktu, że – zwłaszcza, gdy okres spłaty kredytu wynosi 20-30 lat – zdarzają się w tym czasie „nadzwyczajne zmiany warunków gospodarczych”.</em>. Właśnie chodzi o to, że biorąc kredyt na 20-30 lat <strong>należy się spodziewać zmian warunków</strong> bo jest to (jak piszesz dalej) n o r m a l n a  kolej rzeczy, że koniunktura na rynku się zmienia. Właśnie o tym należy pamiętać  i być przygotowanym na taką ewentualność. Albo ponieść konsekwencje. Bo silni (banki) sobie poradzą- choćby dzięki miliardom pomocy rządowej jak w USA &#8211; finansowanym nomen omen z podatków tych słabych. A wiedzieć o tym, że konsekwencje ponoszą zawsze najsłabsi &#8230;.  bezcenne&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gabi</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/comment-page-1#comment-14</link>
		<dc:creator>Gabi</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 14:06:11 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=62#comment-14</guid>
		<description>Witam. 
Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu tekstu – pisała go „żelazna dama” . Wynika z niego, że wszystko jest takie jednoznaczne: brałeś kredyt – płać !... bez względu na wszystko ! 
No cóż, jest to podejście bardzo krańcowe, nieuwzględniające faktu, że – zwłaszcza, gdy okres spłaty kredytu wynosi 20-30 lat – zdarzają się w tym czasie „nadzwyczajne zmiany warunków gospodarczych”. Nie jest to tylko czcza wymówka, ale fakt potwierdzony przez historię gospodarczą. Choćby dlatego powstało dla gospodarki rynkowej pojęcie cyklów koniunkturalnych. Raz gospodarka jest w rozkwicie - umacniają się przedsiębiorstwa, inwestują, zwiększają zatrudnienie i dochody pracowników, co z kolei przekłada się na wzrost zdolności płatniczej ludności, większe wydatki na zakupy (najpierw te z koszyka artykułów konsumpcyjnych-lepsza żywność, samochód, wycieczki zagraniczne itp, potem dóbr trwałego użytku), na realizację planów mieszkaniowych i zaciąganie kredytów. 
Reasumując ten etap cyklu – rośnie stopa życiowa ludności przy rosnących dochodach, które są uzyskiwane z lepszych wynagrodzeń w okresie dobrej koniunktury gospodarczej lub pochodzą z kredytów zaciąganych na fali wysokiego w okresie prosperity tzw. wskaźnika optymizmu konsumenckiego. Zauważmy, że realizacja zasadniczej części tych potrzeb /np. zakup mieszkania/ wymaga zaciągnięcia wysokich kredytów, co wiąże się z przyjęciem na siebie wysokich zobowiązań finansowych na długie lata. Takie zachowanie konsumenta nie jest czymś wyjątkowym. W tym samym czasie banki zbierają swoje żniwo rekordowych wolumenów kredytów hipotecznych, prześcigając się w uatrakcyjnianiu swoich ofert /kredyty hipoteczne już nie tylko na 80%, czy 100% wartości nieruchomości, ale nawet na 120%, okres spłaty nawet do 40-50 lat, a 80% udzielanych jest w CHF – czy ma to cokolwiek wspólnego z rozsądkiem? co robi w tym czasie nadzór finansowy? – czyż nie chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby jak najwięcej ludzi związać z bankami praktycznie na całe życie?/, a deweloperzy sprzedają przy rosnących cenach już nie tylko wybudowane mieszkania, ale te których budowa była na etapie przysłowiowej „dziury w ziemi” albo nawet tylko planów. Rządzący i analitycy gospodarczy wieścili jak to dochód narodowy będzie wzrastał z roku na rok, kiedy to zbliżymy się w poziomie rozwoju gospodarczego do zamykających peleton krajów dawnej Unii Europejskich, kiedy je wyprzedzimy, i kiedy zbliżymy się do tych średnich, potem je …, i potem … itd. itd
No cóż, każda górka kiedyś się kończy a potem zaczyna się stromizna spadku… I zaczęło się ! … mimo buńczucznych wypowiedzi Ważnych Osób Życia Politycznego i Gospodarczego /premier, prezes NBP, minister gospodarki, minister finansów i inni/ o tym jak silne są fundamenty naszej gospodarki, jak to możemy by wyspą spokoju na rozszalałym sztormem morzu… itp. Niestety moc sprawcza tych wszystkich proroctw okazała się zerowa – i wtedy okazało się, że jesteśmy ofiarą zmowy, globalizacji, spekulacji, wrogiej ucieczki kapitału, ataku na złotego, na GPW, itd. itd.

Jakie ma to przełożenie na konsumenta, który jeszcze rok temu w najlepszej wierze wziął kredyt przy tak dobrej sytuacji i perspektywach ? Zaczyna się zjazd cyklu koniunktury – recesja. Ograniczanie produkcji, zwalnianie pracowników, upadłość firm, lawinowy wzrost bezrobocia. Co z tego wynika dla kredytobiorcy z zobowiązaniem do spłaty kredytu przez 30 lat /tym bardziej jeśli był to kredyt w CHF – a w ciągu pół roku jego kurs w odniesieniu do zł wzrósł o ponad 50% /?

Czy w tym momencie z czystym sumieniem możemy mu powiedzieć za wyznawcami zasady „widziały gały co brały” ? Według mnie to nic innego jak przerzucanie całej odpowiedzialności za krach gospodarczy na kredytobiorcę. Oczywiście tak się w praktyce dzieje, bo z formalnego punktu widzenia, gdy kredytobiorca trwale nie spłaca zobowiązań – bank nie wnika w przyczyny tego faktu /nie interesuje go, że kredytobiorca stracił pracę, bo zlikwidowano jego zakład, i nie może nigdzie jej zdobyć na skutek wysokiego wzrostu bezrobocia/ - po prostu uruchamia procedury egzekucyjne, a więc komornik, licytacja nieruchomości, często sprzedaż za niewspółmiernie niską cenę /bo w okresie recesji podaż wysoka a chętnych na zakup niewielu/ itd. 
Niestety historia zna przebieg takich wydarzeń – choćby czasy Wielkiego Kryzysu, które doprowadziły do przeolbrzymich napięć społecznych, w Europie była to pożywka rozwoju wszelkich nacjonalizmów i faszyzmu, w USA banki pozbawiły ziemi setki tysięcy farmerów, z milionów uczyniono ludzi bezdomnych, tułających się po kraju w poszukiwaniu szans przeżycia. Koszty społeczne – szalone.

Nie neguję potrzeby zachowania roztropności przy zaciąganiu kredytów i solidnego wywiązywania się z zobowiązań. Opisując powyższe, pragnę jedynie zwrócić uwagę, że nie zawsze brak możliwości obsługi zadłużenia wynika wyłącznie z subiektywnych czynników, leżących po stronie kredytobiorcy. Żyjąc w świecie, w którym funkcjonują określone realia gospodarcze nie jesteśmy w stanie być ponad nimi. 
Pozdrawiam serdecznie
Gabi</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witam.<br />
Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu tekstu – pisała go „żelazna dama” . Wynika z niego, że wszystko jest takie jednoznaczne: brałeś kredyt – płać !&#8230; bez względu na wszystko !<br />
No cóż, jest to podejście bardzo krańcowe, nieuwzględniające faktu, że – zwłaszcza, gdy okres spłaty kredytu wynosi 20-30 lat – zdarzają się w tym czasie „nadzwyczajne zmiany warunków gospodarczych”. Nie jest to tylko czcza wymówka, ale fakt potwierdzony przez historię gospodarczą. Choćby dlatego powstało dla gospodarki rynkowej pojęcie cyklów koniunkturalnych. Raz gospodarka jest w rozkwicie &#8211; umacniają się przedsiębiorstwa, inwestują, zwiększają zatrudnienie i dochody pracowników, co z kolei przekłada się na wzrost zdolności płatniczej ludności, większe wydatki na zakupy (najpierw te z koszyka artykułów konsumpcyjnych-lepsza żywność, samochód, wycieczki zagraniczne itp, potem dóbr trwałego użytku), na realizację planów mieszkaniowych i zaciąganie kredytów.<br />
Reasumując ten etap cyklu – rośnie stopa życiowa ludności przy rosnących dochodach, które są uzyskiwane z lepszych wynagrodzeń w okresie dobrej koniunktury gospodarczej lub pochodzą z kredytów zaciąganych na fali wysokiego w okresie prosperity tzw. wskaźnika optymizmu konsumenckiego. Zauważmy, że realizacja zasadniczej części tych potrzeb /np. zakup mieszkania/ wymaga zaciągnięcia wysokich kredytów, co wiąże się z przyjęciem na siebie wysokich zobowiązań finansowych na długie lata. Takie zachowanie konsumenta nie jest czymś wyjątkowym. W tym samym czasie banki zbierają swoje żniwo rekordowych wolumenów kredytów hipotecznych, prześcigając się w uatrakcyjnianiu swoich ofert /kredyty hipoteczne już nie tylko na 80%, czy 100% wartości nieruchomości, ale nawet na 120%, okres spłaty nawet do 40-50 lat, a 80% udzielanych jest w CHF – czy ma to cokolwiek wspólnego z rozsądkiem? co robi w tym czasie nadzór finansowy? – czyż nie chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby jak najwięcej ludzi związać z bankami praktycznie na całe życie?/, a deweloperzy sprzedają przy rosnących cenach już nie tylko wybudowane mieszkania, ale te których budowa była na etapie przysłowiowej „dziury w ziemi” albo nawet tylko planów. Rządzący i analitycy gospodarczy wieścili jak to dochód narodowy będzie wzrastał z roku na rok, kiedy to zbliżymy się w poziomie rozwoju gospodarczego do zamykających peleton krajów dawnej Unii Europejskich, kiedy je wyprzedzimy, i kiedy zbliżymy się do tych średnich, potem je …, i potem … itd. itd<br />
No cóż, każda górka kiedyś się kończy a potem zaczyna się stromizna spadku… I zaczęło się ! … mimo buńczucznych wypowiedzi Ważnych Osób Życia Politycznego i Gospodarczego /premier, prezes NBP, minister gospodarki, minister finansów i inni/ o tym jak silne są fundamenty naszej gospodarki, jak to możemy by wyspą spokoju na rozszalałym sztormem morzu… itp. Niestety moc sprawcza tych wszystkich proroctw okazała się zerowa – i wtedy okazało się, że jesteśmy ofiarą zmowy, globalizacji, spekulacji, wrogiej ucieczki kapitału, ataku na złotego, na GPW, itd. itd.</p>
<p>Jakie ma to przełożenie na konsumenta, który jeszcze rok temu w najlepszej wierze wziął kredyt przy tak dobrej sytuacji i perspektywach ? Zaczyna się zjazd cyklu koniunktury – recesja. Ograniczanie produkcji, zwalnianie pracowników, upadłość firm, lawinowy wzrost bezrobocia. Co z tego wynika dla kredytobiorcy z zobowiązaniem do spłaty kredytu przez 30 lat /tym bardziej jeśli był to kredyt w CHF – a w ciągu pół roku jego kurs w odniesieniu do zł wzrósł o ponad 50% /?</p>
<p>Czy w tym momencie z czystym sumieniem możemy mu powiedzieć za wyznawcami zasady „widziały gały co brały” ? Według mnie to nic innego jak przerzucanie całej odpowiedzialności za krach gospodarczy na kredytobiorcę. Oczywiście tak się w praktyce dzieje, bo z formalnego punktu widzenia, gdy kredytobiorca trwale nie spłaca zobowiązań – bank nie wnika w przyczyny tego faktu /nie interesuje go, że kredytobiorca stracił pracę, bo zlikwidowano jego zakład, i nie może nigdzie jej zdobyć na skutek wysokiego wzrostu bezrobocia/ &#8211; po prostu uruchamia procedury egzekucyjne, a więc komornik, licytacja nieruchomości, często sprzedaż za niewspółmiernie niską cenę /bo w okresie recesji podaż wysoka a chętnych na zakup niewielu/ itd.<br />
Niestety historia zna przebieg takich wydarzeń – choćby czasy Wielkiego Kryzysu, które doprowadziły do przeolbrzymich napięć społecznych, w Europie była to pożywka rozwoju wszelkich nacjonalizmów i faszyzmu, w USA banki pozbawiły ziemi setki tysięcy farmerów, z milionów uczyniono ludzi bezdomnych, tułających się po kraju w poszukiwaniu szans przeżycia. Koszty społeczne – szalone.</p>
<p>Nie neguję potrzeby zachowania roztropności przy zaciąganiu kredytów i solidnego wywiązywania się z zobowiązań. Opisując powyższe, pragnę jedynie zwrócić uwagę, że nie zawsze brak możliwości obsługi zadłużenia wynika wyłącznie z subiektywnych czynników, leżących po stronie kredytobiorcy. Żyjąc w świecie, w którym funkcjonują określone realia gospodarcze nie jesteśmy w stanie być ponad nimi.<br />
Pozdrawiam serdecznie<br />
Gabi</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Aga</title>
		<link>http://www.finansowy.pl/kredyty/62/kredyty-w-kryzysie.html/comment-page-1#comment-11</link>
		<dc:creator>Aga</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Feb 2009 18:58:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.finansowy.pl/?p=62#comment-11</guid>
		<description>Co racja to racja :-)
Dobrze napisane.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co racja to racja <img src='http://www.finansowy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /><br />
Dobrze napisane.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
